Niesamowite jest to że czasami możemy przewidzieć to w jaki sposób potoczy się reportaż na który zostaliśmy wynajęci. Totalną imprezę przeczuwałem już od momentu kiedy z Justyną zaczęliśmy korespondować najpierw mejlowo, a potem nasza rozmowa przeniosła się na facebooka gdzie dowiedziałem się że na co dzień mieszkają w USA i na weselu gościć będą osoby z różnych stron świata. Pomyślałem to wspaniale, wiem jaki luz mają zagraniczni goście i nie zwiastuje to niczego innego niż niesamowitej pełnej luzu zabawy.

Dodatkowo niedługo przed ślubem Justyna stała się mim woli “gwiazdą telewizji” a dokładnie to jej buty ślubne zostawione przez przypadek na dachu jakiegoś samochodu … tak tak, to nie scenariusz filmowy, tych butów szukał cały Nowy Jork! Finał na szczęście był jak w dobrej bajce, wszystko dobrze się skończyło, w szczególności dla butów 😛

Dzień ślubu w środku gorącego lata obfitował w niesamowicie wiele emocjonujących chwil których część była zaskoczeniem a część totalnym zdziwieniem …. bo jak inaczej nazwać prezent ślubny w postaci “szynki wędzonej, pakowanej próżniowo?,  lub niesamowitego yorka we fraku, który niczym elegancki dżentelmen przechadzał się to tu, to tam i czasem miałem wrażenie że chce zastąpić przyszłego Pana Młodego, w końcu to ulubieniec Panny Młodej. Dodam to nie kolejny żart tak było i na szczęście ja mam to na zdjęciach, więc nie pozostaje nic innego niż zaprosić do oglądania.

Love in the Air